Hady jakysy tłumaczone z języka łemkowskiego znaczy „Ty czorcie”. Tak z czułością zwracała się do Joanny jej babcia, Fotia Matijczak. W 2015 roku, w ramach zajęć, które prowadziłam Joanna Fuczko wykonała obiekt: na drewnianym cokole, przykrytym chustą babci ustawiła miód, obok położyła krzyżyk, przedmiotom towarzyszyła kołysanka wykonana w języku Łemków. Rokrocznie, w trakcie świąt, babcia Fotia kreśliła miodem krzyż na czołach domowników, życząc im tym samym obfitości. Joanna przez lata była przekonana, że rytuał ten jest obecny w każdym polskim domu. Na wystawie Hady jakysy zobaczymy obiekt, ale i kolejne realizacje, w których Fuczko odnosi się, korzysta i nadaje nowe znaczenia wielokulturowej tradycji, w której została wychowana. Hady jakysy w Fundacji Salony to pierwsza indywidualna wystawa artystki.
Kuratorka: dr Aleksandra Kubiak

"Miód Babci" obiekt z dźwiękiem, 2015 r 

tekst: Magdalena Kościańska
16 marca 2018r.  w Fundacji Salony miało miejsce otwarcie wystawy Joanny Fuczko, zatytułowanej Hady Jakysy. Autorkę do współpracy zaprosiła Aleksandra Kubiak, która objęła nadzór kuratorski nad wystawą. Joanna jest asystentką w Pracowni Projektowania Graficznego Piotra Czecha, graficzką i autorką filmów animowanych - m.in. wyróżnionej w zeszłym roku magisterskiej pracy dyplomowej, także pod kier. dr. Piotra Czecha; współpracowała też z Yellow Tapir Films przy produkcji filmu „Colaholic” (reż. Marcin Podolec). Jest też Lemkinią. I, jak uważała jej babcia - niezły z niej czort!
O tym właśnie mówi tytuł wystawy bo Hady Jakysy, dla niektórych być może nieco „egzotyczne” zestawienie słów, oznacza „Ty czorcie!”. Takie babcine słowa, wypowiadane z czułością, słyszała od babci mała Asia. I choć impulsem do stworzenia wystawy stały się ostatnie chwile spędzone z babcią przed jej śmiercią, jak zaznacza sama autorka, praca już z założenia nie miała podkreślać poczucia straty czy wprowadzać w żałobny nastrój. Przeciwnie, jej intencją było bardziej zatrzymanie tego, co „żywe”: ciepła, wspomnienia, iskry uchwyconej w spotkaniu dwóch kobiet z dwóch różnych pokoleń.  
Babcia, Fotia Matijczak, urodzona 10 marca, zmarła cztery lata temu gdy Joanna była już na studiach. Tuż przed śmiercią pielęgnowała jej włosy, paznokcie. Wnuczka babci, kobieta - kobiecie. Trzy lata później, w Dniu Kobiet, Joanna obcięła swój długi, gruby warkocz, dokumentując ten proces w formie wideo. Wtedy jeszcze nie myślała o tym, że film stanie się częścią większego projektu… Ale niezmiennie tkwiło w niej poczucie, że zbieżność - dat, procesów, tej symbolicznej, kobiecej pielęgnacji - nie była do końca przypadkowa.

Na wystawę złożyły się: wspomniany film, a także obiekt z krzyża i miodu, który Joanna stworzyła w ramach zajęć prowadzonych przez Aleksandrę Kubiak i dwie animacje, przygotowane specjalnie na tę okazję. Obcinanie i pielęgnacja włosów stylistycznie koresponduje z zastosowaną przez Joannę techniką rysunku i animacji, wykorzystaną w projekcie. Choć animowany wizerunek babci przywodzi w pierwszej chwili na myśl technikę rotoskopową (zamiana filmu na animację poprzez odręczne odrysowywanie każdej klatki - przyp.), w rzeczywistości do „ożywienia” postaci posłużyła jedna fotografia. Na jej podstawie autorka rysowała kolejne fragmenty animacji, klatka po klatce. Proces, za sprawą tego mozołu, stawał jej się jeszcze bliższy. 
Praca stanowiła nie tylko pretekst do podsumowań, ale i odzwierciedlenie silnych, osobistych refleksji i obserwacji na temat łemkowskiej kultury i tradycji, w której Joanna Fuczko ma swoje korzenie. Obserwacjom tym towarzyszą ujmujące, dziecięce i młodzieńcze emocje i wspomnienia: o babci, która urodziła się w Czarnej, a na swą miejscowość mówiła „Czorna”, przez co mała Asia miała problem z odnalezieniem miejsca na mapie. O historii, związanej z babcinym uczestnictwem w wysiedleńczej Akcji Wisła. O łemkowskich słowach i obyczajach, subtelnie wplecionych w dziecięcą rzeczywistość i stających się jej oczywistą częścią (wspomniany miód, którym babcia kreśliła wnuczce na czole znak krzyża; mycie rąk w miednicy z monetami dla przywołania pomyślności). I wreszcie - o pojawiającym się niekiedy poczuciu kulturowej dyskryminacji i weselnych łemkowskich pieśniach, śpiewanych po cichu, we własnym gronie. 
Joanna Fuczko, jeszcze na etapie licencjatu, napisała wyróżniającą się teoretyczną pracę dyplomową, pt. Elementy kultury Łemkowskiej w malarstwie Epifaniusza Drowniaka zwanego Nikiforem (pod kierunkiem dr Artura Pastuszka). Za sprawą swoich powrotów do korzeni zainteresowała się także pieśniami dawnymi z innych regionów. Oprócz tego, że zajmuje się projektowaniem i sztukami wizualnymi, w wolnym czasie także śpiewa. Kiedyś, w trakcie warsztatów śpiewu poznałam chłopaka, który mówił „mój dziadek był Łemkiem”. Ja wolę mówić o sobie „jestem Lemkinią” - podkreśla.
Oglądając pracę można stać się częścią tego osobistego rytuału, zamkniętego w słoju miodu i ukrytego w kreskach na ekranie. Joannie udało się stworzyć atmosferę intymną, przytulną, ale też intrygującą i nieco kontemplacyjną - co zresztą sprawiło, że wchodzący do wystawowej sali w trakcie wernisażu, zamiast oddać się zwyczajowym dyskusjom o pracach przy lampce wina, zastygli na kilka chwil w cichym, skupionym bezruchu. Może za sprawą wspomnianej „rytualności”, a może - kobiecej siły, która dawała znać o sobie z każdą klatką filmu i z każdą żywą kreską ciepłego, babcinego uśmiechu.


wideo, Hady Jakysy, 2018 r.

-Kiedy nagrałaś to wideo?
-Po śmierci mojej babci, zmarła 4 lata temu. Przed śmiercią pielęgnowałam jej włosy… później musiałam obciąć swoje. Na wideo zapisała się data 8 marca. 
- Wykreowałaś tą zbieżność dat?
-To przypadek.
- Jasne…. mówiła do Ciebie hady jakysy”?
- Tak, to znaczy ty „czorcie” 

Galeria Fundacji Salony, Zielona Góra

Galeria Fundacji Salony, Zielona Góra

"Ślady" , rysunek ołówkiem na papierze czerpanym, 2018 r. 

Back to Top